News

Simeon Birnbaum: dlaczego młody rekordzista powiedział „nie” Nike

· · 3 min czytania
Simeon Birnbaum: dlaczego młody rekordzista powiedział "nie" Nike

Wyobraź sobie, że jesteś gwiazdą jednej z najpotężniejszych marek sportowych na świecie – trenujesz na obiekcie ozdobionym jej logo, nosisz jej barwy, a ona praktycznie czeka z otwartymi ramionami i grubym portfelem. A ty… mówisz „nie, dziękuję” i wybierasz mniejszą, mniej rozpoznawalną firmę. Brzmi jak szaleństwo? Dla 21-letniego Simeona Birnbauma, który właśnie pobił rekord uczelniany USA w biegu na 1500 metrów, to po prostu dobra biznesowa decyzja. I jego historia pokazuje coś ważnego nie tylko dla sportowców – czasem warto iść własną drogą, nawet jeśli wszyscy wokół oczekują czegoś innego.

Kiedy gigant przegrywa z mniejszym rywalem

Birnbaum studiuje na University of Oregon – uczelni tak mocno związanej z Nike, że trudno sobie wyobrazić bardziej „nike’ową” instytucję. Kiedy w kwietniu pobił rekord, biegając w zaledwie 3 minuty i 31,69 sekundy, miał na sobie strój z logo Oregon i kolce Nike. Ale kiedy w lipcu wystartował na prestiżowych zawodach Diamond League w Londynie, na jego stopach były buty włoskiej marki Diadora – znacznie mniejszego gracza na rynku sportowym.

Jak doszło do tej sytuacji? Birnbaum przyznaje szczerze: negocjacje z Nike były „dość niezręczne” i pełne „intensywnych rozmów”. Nie zamierzał łatwo się zgodzić na ofertę lokalnego giganta – chciał, żeby się postarali. W końcu usłyszał od Nike: „Kończymy”. I to właśnie chciał usłyszeć – jasną odpowiedź. Wtedy podpisał kontrakt z Diadorą, jeszcze jako student.

Co z tego wynika dla zwykłego zjadacza chleba?

Historia Birnbauma to świetna lekcja, która wykracza poza sport wyczynowy. Pokazuje, że warto znać swoją wartość i nie zgadzać się na pierwszą lepszą ofertę tylko dlatego, że jest „oczywista” czy „bezpieczna”. Młody biegacz, studiujący biznes, sam negocjował swój kontrakt – bez agenta, kierując się własnym osądem. Jego rodzice? „Po prostu mi ufają – mówią, że będę wiedział lepiej niż oni”.

Podobną drogę wybrał Marco Langon z Villanova, drugi najszybszy student w historii USA na tym dystansie. On także zrezygnował z Nike i sam skontaktował się z Diadorą. Szef marketingu marki wspomina, że Langon potrafił przez 20 minut opowiadać o każdym szczególe swojego treningu – był po prostu obsesyjnie zaangażowany w to, co robi.

Obu łączy niezależne myślenie i kwestionowanie „tradycyjnej ścieżki”. Nie chcą standardowych grup treningowych sponsorowanych przez wielkie marki. Birnbaum przyznaje, że lepiej trenuje z ludźmi wokół, ale ma problemy ze sztampowymi wyjazdami na wysokogórskie obozy. Langon planuje mieszkać w Bostonie i trenować z kim mu pasuje. To elastyczne podejście – dostosowane do indywidualnych potrzeb, nie do korporacyjnych schematów.

Lekcja dla każdego, kto dba o formę

Nie musisz być olimpijczykiem, żeby zastosować tę filozofię w praktyce. W świecie fitnessu i zdrowia też łatwo wpaść w pułapkę „jeden rozmiar dla wszystkich”. Popularne aplikacje treningowe, modne diety, trendy w suplementacji – wszystko to może działać, ale nie musi działać akurat na ciebie. Birnbaum zwiększył swój tygodniowy dystans z około 70 do planowanych 80 mil, ale robi to stopniowo, słuchając swojego ciała. „Chciałbym biegać więcej, ale muszę być cierpliwy” – mówi.

Ta historia przypomina: poznaj swoje ciało, zaufaj swoim instynktom i nie bój się wybrać mniej oczywistej drogi, jeśli wydaje ci się lepsza. Czasem mniejsza marka butów do biegania, mniej popularna siłownia czy prostszy plan treningowy mogą okazać się lepsze niż to, co wszyscy wokół polecają. Kluczem jest świadome podejście – dokładnie tak, jak u 21-latka, który powiedział „nie” Nike i pobiegł swoją drogą. Dosłownie i w przenośni.

Źródło: https://www.runnersworld.com/news/a71934926/simeon-birnbaum-diadora-nil/

Materiał informacyjny, nie stanowi porady medycznej.

Przeczytaj też