Dyrektor redakcyjny Men’s Health, autor cyklu „The Optimized Man”, poszedł na swoją pierwszą kąpiel dźwiękową i zasnął na 40 minut. W felietonie opisuje tę praktykę z dystansem, a o dowodach naukowych pisze, że są częściowo wstępne.
Czym jest kąpiel dźwiękowa
Korzenie praktyki sięgają dawnych technik medytacyjnych z użyciem śpiewu, gongów, dzwonów i metalowych mis. Współczesna wersja z kryształowymi misami to według autora głównie zachodnia adaptacja z końca XX wieku, która zyskała popularność razem z jogą i uważnością. Zwolennicy twierdzą, że określone tony i wibracje pomagają mózgowi przejść w wolniejsze fale związane z głębokim relaksem, obniżyć kortyzol i uaktywnić układ przywspółczulny. Autor przyznaje, że w tych twierdzeniach jest nieco wiarygodnej, choć wciąż wstępnej nauki. Sceptycy mówią, że większość pracy wykonuje samo leżenie w ciszy i chwilowe rozluźnienie.
Jak to wyglądało
Autor leżał na podłodze w pokoju pełnym kobiet, w masce na oczach, obok żony. Po około 30 sekundach poczuł wibracje przechodzące przez ciało, które opisuje jako łaskotanie i masaż od środka. Potem zasnął i obudził się po 40 minutach, kiedy sesja dobiegała końca. Żona powiedziała mu, że oddychał ciężej niż zwykle, ale nie chrapał. Jednocześnie przyznała, że tak się tego obawiała, że sama nie mogła się w pełni zrelaksować. Mimo to wyszedł z sali bardziej rozluźniony i lżejszy. Praktykę określa jako mieszankę neurobiologii, placebo, rytuału i luksusowego wellness, czyli drogą drzemkę.
Źródło: https://www.menshealth.com/health/a73524667/i-was-skeptical-of-sound-baths-then-i-slept-through-one/
Materiał informacyjny, nie stanowi porady medycznej.





