News

Praca na pełen etat a trening biegowy: jak sztywny grafik pomógł zawodniczce

· Marcin Goliat · 3 min czytania
Praca na pełen etat a trening biegowy: jak sztywny grafik pomógł zawodniczce bieganie

Wiele osób zakłada, że praca na pełen etat wyklucza poważny trening biegowy, a ambitne cele są zarezerwowane dla ludzi z elastycznym grafikiem. Historia Liv Paxton, byłej zawodniczki uczelnianej, pokazuje, że sztywny harmonogram pracy nie musi być wrogiem formy, a w jej przypadku okazał się wręcz pomocny.

Liv Paxton przez pięć lat biegała zawodniczo na uniwersytecie, gdzie całe jej życie kręciło się wokół treningu: sen, jedzenie i plan zajęć były dopasowane do biegania. Gdy przyszło jej znaleźć pracę na pełen etat, obawiała się najgorszego. Pobudka o 4:50, bieganie po ciemku, a potem cały dzień w biurze brzmiały jak koniec marzeń o dobrej formie. Po kilku tygodniach zauważyła jednak coś zaskakującego: jej treningi stały się skuteczniejsze, a wyniki w zawodach lepsze.

Gdy masz mniej czasu, liczą się priorytety

Ograniczony czas zmienił jej podejście do treningu. Kiedy miała cały dzień, przeciągała rozgrzewkę, rozmawiała z trenerem i szukała wymówek, żeby odłożyć trudniejszą jednostkę. Gdy na cały trening, od rozgrzewki po rozciąganie, miała dokładnie 75 minut, nie było miejsca na prokrastynację. Musiała działać sprawnie i w skupieniu, a na stresowanie się tempem po prostu brakowało czasu. Efekt: trudniejsze treningi robiła szybciej, a spokojne biegi były naprawdę spokojne, a nie za szybkie, jak to często bywa, gdy chcemy „wykorzystać” wolny czas.

Druga zmiana to koniec z odkładaniem biegania na później. Wcześniej Liv biegała między zajęciami, czasem w największym upale albo po zbyt obfitym posiłku. Przy pracy od dziewiątej została jej tylko opcja poranna. Regularne poranne bieganie oznaczało mniej opuszczonych treningów i lepsze samopoczucie. Gdy trening masz za sobą przed pracą, resztę dnia możesz poświęcić pracy, rodzinie i znajomym bez wyrzutów sumienia.

Co to znaczy dla ciebie?

Nie musisz biegać maratonów, żeby wyciągnąć z tej historii praktyczne wnioski. Sztywne ramy czasowe mogą być sprzymierzeńcem aktywności fizycznej. Gdy wiesz, że masz dokładnie godzinę rano przed pracą albo 45 minut wieczorem, przestajesz zwlekać i nie tracisz czasu na przewijanie Instagrama czy przekonywanie siebie, że lepiej pobiegasz później. Po prostu wychodzisz i biegasz.

Do zapamiętania

  • Liv miała na cały trening dokładnie 75 minut i właśnie dlatego przestała go odkładać.
  • Przy ograniczonym czasie jej spokojne biegi były naprawdę spokojne, a mocne treningi szybsze.
  • Stała pora, w jej przypadku przed pracą od dziewiątej, oznaczała mniej opuszczonych treningów.

Liv zaczęła też bardziej cenić czas na bieganie. Na studiach był czymś oczywistym, a po zmianie stał się przywilejem, który trzeba świadomie wpleść w plan dnia. Jej zdaniem takie nastawienie przekłada się na większą satysfakcję z treningu, także poza bieżnią.

Jeśli więc myślisz, że twój grafik w pracy przekreśla szanse na porządny trening, spróbuj potraktować go jako strukturę, która wymusza sprawne działanie. Budzik o piątej brzmi przerażająco, ale dla niektórych to właśnie stała poranna pora okazuje się sposobem na regularność, bez której trudno przebiec pierwsze dziesięć kilometrów.

Źródło: https://www.runnersworld.com/news/a73248832/marathon-training-busy-schedule/

Materiał informacyjny, nie stanowi porady medycznej.

Przeczytaj też