News

Cztery drogi po traumie: kluczowy jest kierunek

· Marcin Goliat · 3 min czytania

Po wstrząsającym wydarzeniu, takim jak zamach, wojna czy katastrofa, prawie każdy czuje się fatalnie. Różnica polega na tym, co dzieje się potem: jedni po kilku tygodniach dochodzą do siebie, inni latami zmagają się z objawami stresu pourazowego. Izraelscy i amerykańscy badacze sprawdzili, kto należy do której grupy i po czym to poznać. Okazało się, że ważniejsze od tego, jak się czujesz dziś, może być to, w którą stronę zmierzasz.

Cztery drogi po traumie

Naukowcy przez pół roku obserwowali 1035 dorosłych Izraelczyków po ataku z 7 października. Badali ich trzykrotnie: dwa tygodnie po wydarzeniach, siedem tygodni później i po sześciu miesiącach. Wyłoniły się cztery wzorce.

Odporność (ok. 54 proc.): przez cały czas niski poziom przygnębienia i napięcia. Powrót do równowagi (27-29 proc.): na początku silny kryzys, potem stopniowa poprawa. Przewlekłe cierpienie (według różnych zestawień 14-18 proc.): wysoki poziom stresu na każdym etapie. Opóźniony start (ok. 2,5 proc.): na początku łagodne objawy, które z czasem narastały.

Dla ciebie najważniejszy wniosek jest taki: bardzo zły początek nie oznacza złego finału. Zdecydowana większość osób z ciężkim początkowym kryzysem w tym badaniu z czasem odzyskała równowagę.

Kierunek ważniejszy niż jedno zdjęcie

Autorzy zauważyli, że przebieg objawów w czasie lepiej przewidywał późniejsze zaburzenia stresowe niż wynik z jednego momentu. Jedno badanie tuż po zdarzeniu może więc zarówno przesadnie alarmować przy kimś, kto sam się pozbiera, jak i uspokajać przy kimś, kogo kłopoty dopiero nabiorą mocy.

W praktyce: po trudnym przeżyciu, na przykład po wypadku, nagłej stracie czy długotrwałym stresie, obserwuj, co dzieje się z tobą przez tygodnie. Gorsze samopoczucie na początku jest normalne. Alarmem jest sytuacja, gdy po kilku tygodniach nie ma poprawy albo jest gorzej: pojawiają się koszmary, natrętne wspomnienia, ciągłe napięcie, unikanie wszystkiego, co przypomina zdarzenie. Wtedy warto umówić się do psychologa lub lekarza rodzinnego. To wnioski z badania i zdrowy rozsądek, nie gotowa recepta, bo badanie dotyczyło konkretnej sytuacji w Izraelu.

Empatia, która kosztuje

Najciekawszy wątek dotyczy empatii. Osoby, które mocno emocjonalnie rezonowały z cudzym cierpieniem, częściej miały wyższy poziom stresu i gorszy przebieg. Badacze odróżniają dwie rzeczy. Empatyczne przeciążenie to „wchłanianie” cudzego bólu, które nie daje ochrony. Empatyczna troska to spokojniejsze, skierowane na zewnątrz współczucie, powiązane z działaniem, na przykład wolontariatem.

Nie chodzi o to, by przestać się przejmować. Badanie sugeruje raczej, że warto zamienić chłonięcie cudzego dramatu na konkretną pomoc. Możesz też ograniczyć czas spędzany na przeglądaniu tragicznych wiadomości. Tego akurat badanie nie testowało, ale to rozsądny krok.

Sprzyjały też odporności: starszy wiek, płeć męska, pozytywne emocje w pierwszych tygodniach, przekonanie, że świat jest w gruncie rzeczy bezpieczny, oraz wolontariat podejmowany jeszcze przed kryzysem. Zaangażowanie rozpoczęte już w trakcie konfliktu nie wiązało się z lepszym przebiegiem. Badacze interpretują to tak, że ochronę dają relacje i nawyki zbudowane wcześniej. To jednak obserwacja, a nie dowód, że wolontariat chroni przed traumą. Rozsądnie jest budować swoją sieć kontaktów i zaangażowanie zanim przyjdzie gorszy czas.

Źródło: źródło

Materiał informacyjny, nie stanowi porady medycznej.

Przeczytaj też